dodatek ilustrowany do niczego
piątek, 11 czerwca 2010
Military Camp odbył się w Warszawie w ostatni dzień długiego, czerwcowego weekendu. Wśród gwiazd Sabaton i U.D.O. - dla mnie w absolutnie odwrotnej kolejności. Z wielkim zainteresowaniem i łezką w oku obserwowałem Herr Udo Dirkschneidera w jego aktualnym wcieleniu, tym bardziej, że numerów Acceptu były tyleż samo, co U.D.O. a i te drugie mogą myć materiałem szkoleniowym dla wielu młodocianych adeptów metalu. Przy intro do "Metal Heart" przypomniałem sobie, jak z chłopakami na podwórku zakładaliśmy kapelę (grałem na rakietce do badmintona), a później jak w pocie czoła szlifowałem "Dla Elizy" (już na elektrycznej Aster Rock koloru ciemna wiśnia). A Herr Udo? Herr Udo w wyśmienitej formie. Życzę sobie takie, jeśli w ogóle przeżyję zawał...
















Gwiazdą wieczoru był Sabaton. A że mamy na scenie szybkostrunowej jakąś sabatonomanie, to pod sceną kipieli nastolatkowie. Muzycznie formacja raczej druga liga, i to w okolicach miejsc zagrożonych walką w barażach o utrzymanie. Ale że popełnili "40:1" (o bohaterstwie Polaków nad Wizną) a teraz całą płytę poświęcili Powstaniu Warszawskiemu, to jeżdżą po kraju w roli gwiazdy... to już inna historia. Występy ich są okraszone sporą ilością światła, iluminacji i pirotechniki. Taki festynik. Mają swój podest do biegania po nim, a wokalista (z oryginalnym irokezem) przyodziewa kamizelkę z elementami blachy ;) Jak to powiedział kiedyś Titus z Acid Drinkers - metal musi być lekko wieśniacki...

Wszystko byłoby do przyjęcia (z przymrużeniem oka, oczywiście), gdyby nie skrajna głupota Joakima Brodena, wokalisty Sabatonu. Jeśli człowiek, który zarabia w tym kraju na sprzedaży płyt i koncertów "tematycznie związanych z..."; jeśli człowiek rzuca ze sceny do publiki głodne kawałki o tym, jaki to zaszczyt i honor zagrać w Warszawie, mieście umęczonym; w kraju armii bohaterskiej i takie tam... I jeśli taki gość dostaje od publiczności wojskowy beret z orzełkiem i stwierdza, że jest na niego za mały i i że mógłby go sobie na fiuta założyć, no to sorry... Jednym słowem głupek. W takim przypadku proponuję kolejny nośny temat na płytę o powodzi. Będzie można polewać wodą dzieciaki pod sceną.




















A sam Militaty Camp? Super. Okolice Progresji świetnie się nadają na kameralny, jednodniowy fest.
środa, 02 czerwca 2010
W styczniu 2009 roku wykonywałem zdjęcia na próbie medialnej do spektaklu T.E.O.R.E.M.A.T. w TR Warszawa... i później na długo o nich zapomniałem. Aż kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że wydawany jest album o Grzegorzu Jarzynie – Jarzyna: Teatr/Theatre, (wydany wspólnie przez TR Warszawa i Agorę S.A.)i autorzy upatrzyli sobie jedno z moich zdjęć. Zdjęcie ostatecznie znalazło się w albumie (więcej tutaj: http://www.trwarszawa.pl/album).




Co więcej, zdjęcie to trafiło na plakat, który promował spektakle w TR Warszawa w... Nowej Zelandii. Podejrzewam, że żadne z moich dotychczasowych zdjęć nie ukazało się w druku tak daleko;)


foto: Agata Jagniątkowska / TR WArszawa


Kiedyś go sobie oprawię i powieszę ;)
23 maja 2010 roku w warszawskiej Stodole pojawili się bezapelacyjnie rockowi Black Rebel Motorcycle Club. Trio z nowym perkusistą promowało swój najnowszy krążek. Niby skromne, a jednak wielce widowiskowe show oglądało niewielu, jak na możliwości BRMC fanów. Szkoda.

































Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl