dodatek ilustrowany do niczego
sobota, 31 października 2009
Dziś nieco inaczej. Dziś muzycy bez (no, prawie) muzyki. Dwa zdjęcia, dwa portrety które powstały niejako przy okazji. I chciałbym, by był to początek serii.

Artura Hajdasza (Made In Poland, ex Apteka, ex Homo Twist) sfotografowałem na balkonie, tak, by wyglądało na zdjęcie w parku, w plenerze. Takie małe kłamstwo. Z lenistwa nieco. Zdjęcie powstało przy okazji pracy nad tekstem o problemach z rejestrowaniem utworów w ZAiKSie.




Zdjęcie Marka Piekarczyka (TSA) powstało na zwykłym hotelowym korytarzu przy okazji wywiadu (mój pierwszy wywiad!). Po 70 minutach rozmowy byliśmy ostro zgrzani lampami. Kamera na statywie, a mnie ręka uschła od mikrofonu. Nawet nie wiedziałem, kiedy minęło tyle czasu. Skończyliśmy, rozluźniliśmy się. Poczekaj - mówię - jeszcze kilka zdjęć...




Oba portrety miały pokazać zwykłych/niezwykłych ludzi. Każde miało zilustrować co innego. Nie wiem, czy się udało, ale same portrety mi się podobają. Chcę więcej.

niedziela, 25 października 2009
Ostatnio Walter Chełstowski zwrócił mi uwagę, że jak już coś piszę tutaj, słodzę i jest to miałkie. Wiem, że może mieć rację. Pomyślałem, przypierdolę komuś. Z Dodą do łóżka nie pójdę, ale przypierdolić mogę. Ale... To nie gazeta. To nie serwis komercyjny. To co tu trafia, to jest zazwyczaj to, co lubię. Jak więc mam czasem przypierdolić, kiedy nie mam w co? Okey, można walić w oświetleniowców, w organizatorów zawsze, kiedy dadzą ciała... Ale w dzisiejszym odcinku moje ulubione Archive. I na domiar złego dali w Stodole, dobrych kilka dni temu, naprawdę rewelacyjny koncert.

Koncert taki, że obok Keith'a Caputo, Faith No More na Open'erze (link niebawem) czy Fishbone w HRC(!) będę go wymieniał wśród "koncertów roku" mijającego roku...

Zresztą Archive ma w Polsce masę wyznawców. To oni windują kultowe chyba już "Again" na trójkowym topie wszechczasów na zawrotnie wysokie pozycje. To oni wykupili na pniu wszystkie bilety na dwa październikowe koncerty na wiele tygodni przed. I ja im się nie dziwię. Kto był w Stodole i przeżył bisy, a podczas nich "Londiunium", "System", "Numb" czy wspomniane wcześniej "Again"... ten też dziwić się nie może.

I jeszcze jedna mała uwaga przyszła mi do łba. W sumie to takie oczywiste, że głupio mi, że dopiero teraz na to wpadłem. Otóż... najbardziej lubię wyprzedane na pniu koncerty. Bo tylko wielkie freaki kupują za ciężką kasę bilety na koncert, który odbędzie się gdzieś tam... w przyszłości. W ten sposób na takim koncercie nie ma przypadkowych osób. I to jest to! Dobra, koniec tego trajkotania... oto obrazki:



































Wcześniej, tego samego dnia byłem jeszcze na Mudhoney - legendy z Seatle, tych, co to inspirowali Nirvanę... ale o tym może nieco później.
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl