dodatek ilustrowany do niczego
wtorek, 30 czerwca 2009
Muzyczne wtorki - czyli bardzo krótko o dwóch znakomitych koncertach, których z różnych powodów nie mogę Wam pokazać tak, jakby sobie tego życzył.

Pierwszy z nich dobył się 9 czerwca na Torwarze. We wtorek. Mowa oczywiście o szoł formacji Slipknot. Koncert z fotograficznego punktu widzenia cudo. Bo plastyczny, bo energetyczny, bo widowiskowy. A jeszcze jak komu podchodzi taka odmiana ciężkich gitar i pulsujących, wściekłych perkusji (dodajmy: trzech) to był w siódmym niebie. Bardzo chciałbym pokazać tu nieco większe obrazki, ale zakazuje mi tego umowa. Zatem odsyłam Was tutaj. Obrazki są mniejsze niż byłyby u mnie, ale za to jest ich więcej.

Drugi z wtorkowych wieczorków muzycznych miał miejsce tydzień później. W warszawskim Hard Rock Cafe (tym, na którego tak psioczą fotografowie) grał cieszący się dużą u nas estymą (zasłużoną) kalifornijski Fishbone. I znów nie pokażę tego, co chciałbym pokazać, bo tego nie mam :)

Najzwyczajniej w świecie spóźniłem się. Liczyłem co prawda, że gig zacznie się z tradycyjnym poślizgiem, co w istocie miało miejsce, ale poślizg nie był tak duży. Wpadam do HRC o 23 i... blokada. Obwieszony sprzętem nie miałem żadnych szans by bezstratnie dotrzeć pod scenę (w HRC nie ma fosy). Tłum..., nie, nie tłum, kłębowisko ciał, jeden wielki organizm ze skompresowanych tułowi, kończyn, głów i czego tam jeszcze przeżywał właśnie atak serca i epilepsji równocześnie. Cudo :)

Dolne, koncertowe pokłady jaskini HRC temperaturą przywodziły na myśl piekarnik. Angelo Moore zdążył się już pozbyć większej części garderoby, kilka razy rzucić się w tłum, w tym raz z antresoli na którą wspiął się jak pająk prosto ze sceny. Hard core! Punk, reggae, rock, ska i metal też.

Jakoś przebiłem się przez tłum pod schodki do kiosku Makaka. Wlazłem na drabinkę. Odparłem kilka ataków niezadowolonych z widoku moich pleców i przy użyciu 200 milimetrów wymierzyłem kilka klatek w Angelo. Zdjęcia fajne, ale:
1. nudne,
2. z jednego miejsca,
3. nie oddają w ułamku nawet atmosfery koncertu,
4. nie mają nic wspólnego z żywiołowością gigu.
Ale są. Oto kilka z nich:














Miało być krótko... Sorry.

A dziś postaram się nie spóźnić ;)
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Lista blogowych zaległości topnieje, choć nadal sięga aż dwóch tygodni. Właśnie 14 dni temu gościł w Warszawie Matthew Herbert ze swoim 16-osobowym Big Bandem. Koncert o tyle szczególny (pomijając walory artystyczne), że odbywał się w świeżo odrestaurowanych wnętrzach Arkad Kubickiego. Miejscu pięknym, świetnie położonym, ale czy idealnym na większy niż kameralny koncert? Tu już pewności nie mam.

Pewności też nie mam, czy widziałem koncert napięty dramaturgią czy też performance, którego osnową były dźwięki. Nie mam jednak jakiejś rozwiniętej potrzeby klasyfikowania wszystkiego. Ważne, że się podobało. Herbert to dzikie zwierze rozwijające skrzydła najbardziej podczas występów na żywo. Nie wiem, czy kupiłbym sobie płytę, ale na kolejny jego koncert wybiorę się na bank. Zobaczyć (sorry, usłyszeć) jak można w czasie rzeczywistym bawić się dźwiękami mini-orkiestry i wokalistki Eski - bezcenne. Usłyszeć, ile muzyki może być w darciu na strzępy prawicowych gazet - zaskakujące.

Przed występem Matthew Herberta publikę zgromadzoną w Arkadach rozgrzewał poznański (chyba) zespół June. I znów nie podejmę się klasyfikowania, co też panowie grali. Bo było w tym wiele różnych gatunków, łącznie z country, soulem, rockiem i rapem. Tyle że jakoś ładnie i strawnie podane. I - co najważniejsze - ciekawie.

No to czas na obrazki. Najpierw trzy razy June, a później już Herbert i jego świata.
































No, to miłego tygodnia życzę :)


niedziela, 28 czerwca 2009
Nostalgicznie spojrzenie we wsteczne lusterko. Użyty został Vivitar V3800N oraz 35-milimetrowy Ilford PX2 400 forsowany na 1600. Wszystkie obrazki to skany z negatywów.

Miłej podróży w czasie ;)












Have fun!

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl