dodatek ilustrowany do niczego
poniedziałek, 30 czerwca 2008
Przyszedł czas na skonsumowanie nagrody. Ostatnią sobotę spędziłem w studio w przesympatycznej atmosferze. Wyszedłem styrany jak po wygranej walce z Taysonem, ale czułem się raczej pokonany. Przeglądając na spokojnie materiał okazało się, że nie jest chyba tak źle...

Poniżej 12 obrazków które uznałem za najciekwasze:

























A wszystko to było możliwe dzięki wygraniu cyklu imprez plenerowych Spacery Fotograficzne (organizowanych przez Radio PIN i Fotal.pl). Nagrodą główną było zorganizowanie sesji zdjęciowej w profesjonalnym studio pod okiem zawodowego fotografa i wykładowcy.

Wszystkie powyższe obrazki:
Karina Michalczewska - wizaż
Ewa W. - modelka
Paweł Duma - asystent prowadzący za rękę, "szef planu", nośnik informacji, consulting
Anna Powierża - gościna (właścicielka Verre Studio)
Marcin - dobra dusza, sympatyczny człowiek od wszystkiego
Hektor - pies który nie przeszkadzał
moje małe ja - fotki

Bardzo, bardzo dziękuję!
piątek, 27 czerwca 2008
Wczoraj w Chorzowie dla 50 tysięcy ludzi zagrali Policjanci, przedwczoraj w Warszawie dla 50 osób zagrała Joan Wasser ze swoim trio Joan as a Police Woman. Po takiej muzycznej inwazji służb mundurowych należy się spodziewać wysypu młodych alternatywnych kapel nawiązujących nazewnictwem do tradycji innych, prawie surrealistycznych formacji jak Straż Ochrony Kolei lub Straż Miejska.

No ale dość tego nabijania się. Jak wyczytałem z oficjalnej informacji prasowej, Joan to nie przypadkowa postać na scenie muzycznej. Współpracowała z takimi tuzami jak: Lou Reed, Scissor Sisters, Sheryl Crow czy Rufus Wainwright. Dobrze poinformowane źródła mówią, że była dziewczyną Jeffa Buckley'a, zanim ten nie odszedł. Ja przyznaję się bez bicia - usyszałem ją (i o niej) pierwszy raz. Przy okazji, dziś w Warszawie, za ścianą - bo w Akwarium, Joan grała w HRC - koncert Jeff Buckley Polish Tribute. Świat jest mały.





Organizatorzy mówili, że "Joan Wasser i jej muzykę można opisać w dwojaki sposób - jako mix Punk Rock R'&B oraz American Soul Music". I coś w tym było. Ale na pewno nie punk rock. Samo zachowanie muzyków na scenie było tak statyczne, że aby mieć jakiś ciekawy kadr znów uciekałem się do wielokrotnego naświetlania tej samej klatki...

















Materiał, który oglądacie jest właściwie unikatowy. To pierwszy - i jak na razie jedyny - koncert Joan as a Police Woman w Polsce. W dodatku fotografowany był przez śladową liczbę osób. Kolegę Rafała N. tak zafrapowała garderoba Joan, że sporą uwagę poświęcił jej butom kładąc się prawie na scenie w poszukiwaniu dobrego kadru. Artystka zauważyła, że to pierwszy raz w historii jej występów fotografowane są jej buciki a nie ona sama i zanim wywaliła nas spod sceny poinformowała, że takich męskich trzewiczków to chyba nie ma. Mnie tam to nie zmartwiło. Rafała chyba też... :)


środa, 25 czerwca 2008

Music for the masses. Taki tytuł płyty DM z 1987 roku przeszedł mi na myśl, kiedy wlazłem na taboret, odwróciłem się i zobaczyłem około 100 000 ludzi (liczbę podaję za organizatorami) na warszawskich Wiankach. Skoro tyle było tam wiary to i ja mogę poświęcić kolejny wpis temu koncertowi. A okazja jest nie byle jaka również z innego powodu. Otóż bardzo, bardzo rzadko przychodzi mi fotografować muzyków, których twórczości nie lubię lub nie przepadam, bo - jak Metallica - skończyli się na Kill'Em All.

Poza T.Love (wysoka Grupa II) na podzamczu można było zobaczyć jeszcze Kayah (na czrno i biało) i Level 42 (na kolor i owo). Wykonawcy mieszczący się gdzieś na dole Grupy IV w typologii Rawicza. O Grupach i kłopotach z nimi związanych niżej... najpierw pokaże Wam kilka obrazków.












Do Grupy I zaliczają się wykonawcy (artyści), którzy są tak lubiani przez Rawicza, że ten tak wkręca się w koncert że zaczyna mieć problemy z ogarnięciem tych wszystkich przysłon, ogniskowych, balansów, kadrów, czasów, ekspozycji - wszelakich pokręteł, guzików, przełączników. Nie zauważa że karta jest pełna jak po śniadaniu wielkanocnym a akumulator akurat zupełnie odwrotnie. Dodatkową przeszkodą są niepotrzebne ruchy i gibania w które wprowadza się Rawicz, a które skutecznie przeszkadzają w fotografowaniu. Ze zrealizowanego w ten sposób materiału Rawicz jest zazwyczaj niezadowolony lub co najwyżej zadowolony umiarkowanie. Z koncertu właściwie zawsze.

Z Grupą II jest już znacznie łatwiej. Do tej grupy przyporządkowani są wykonawcy bardzo dobrze znani Rawiczowi i lubiani przez niego. Czasem nawet Rawicz dyga i lekko pląsa podczas ich koncertów, ale raczej z wrodzonej kultury i rozwiniętego jednak zmysłu wstydu nie śpiewa. Koncerty takie fotografuje się o wiele prościej, bo się wie, kiedy jest solo na gitarze a kiedy na perkusji, się wie, że zaraz wokalista będzie wykonywał niesamowity pasaż i będzie szansa na dobry kadr. Łatwiej też jest się powstrzymać od wykonywania niepotrzebmuch ruchów. Nawet po trzecim piwie. Fotki wychodzą częściej dobre niż spartolone.

Grupa III też jest dość przyjemna fotograficznie. To artyści mniej znani Rawiczowi, ale grający koncerty które nie tylko dają szansę na zapoznanie się z prezentowaną twórczością, ale i się podobają. Brak znajomości utworów (lub wręcz "pierwszosłyszenie") niesamowicie ułatwia fotografowanie. Te zdjęcia są zazwyczaj dobre (o ile nie występują inne niedogodności, jak marne światło czy sparaliżowany wokalista śpiewający z zamkniętymi oczami).

Grupa IV jest chyba najtrudniejsza. To otchłań pełna artystów i tzw. artystów którzy budzą w Rawiczu raczej negatywne emocje. Nie podoba mu się to co i jak grają. Czasem nawet działa mu to na nerwy. Nie powstaje żadna chemia i nic nie "niesie" pod scenę. W takich warunkach jest cholernie trudno o zdjęcie.

Wszyscy pozostali (silikonowe żony bramkarzy, czerwonowłosi, śpiewający z playbacku i inne sezonowe gwiazdki jednego sezonu radia eremefzet.efm) nie są klasyfikowani (i fotografowani). Sorry za przydługawy esej.

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl