dodatek ilustrowany do niczego
sobota, 30 maja 2009
Już 9 czerwca w klubie Powiększenie w Warszawie odbędzie się niezwykły akustyczny koncert, z którego dochód w pełni przeznaczony jest na leczenie Pauliny Pruskiej.

Tymon Tymański, Ania Dąbrowska, Pono, Czesław Śpiewa, Andrzej Izdebski, Jacek Lachowicz oraz Wojtek Bubak spotkają się na jednej scenie i podczas jednego wieczoru zamienią się w Fe Fighters – artystyczny squad, który razem z Pauliną chce stawić czoła chorobie.

Paulina jest 23-letnią studentką architektury, pełną planów na przyszłość i marzeń. Kilka miesięcy temu zdiagnozowano u niej raka złośliwego. W Polsce nie ma możliwości leczenia tej choroby. Jedyna szansa to niezwykle kosztowna operacja w Bostonie, która odbędzie się właśnie 9 czerwca.

Zapraszam wszystkich, którzy chcą pomóc Paulinie do klubu Powiększenie, we wtorek 9 czerwca o godzinie 20.00. Dochód ze sprzedaży biletów w całości przeznaczony jest na leczenie Pauliny. Minimalny koszt biletu-cegiełki to 15 zł.

Poniżej oficjalna informacja:

Koncert jest częścią akcji pomocy dla Pauliny Pruskiej, u której kilka miesięcy temu zdiagnozowano niezwykle rzadki przypadek raka (mięsak pęcherzykowaty), występujący tylko u dzieci i młodych osób. W Polsce nie ma możliwości leczenia tej choroby. Jedyna szansa to kosztowna operacja w General Mass Hospital w Bostonie, którą wyznaczono na 9 czerwca 2009 r. Niestety, aby operacja odniosła skutek potrzebne jest dalsze leczenie, którego koszt wraz z operacją wynosi 250 tys. dolarów.

Paulina walczy o zdrowie z wielkim optymizmem. Założyła bloga http://paulapruska.blogspot.com/, na którym można obserwować jej zmagania. Pomaga też rodzina, bliżsi i dalsi znajomi. W ramach akcji pomocy odbędą się inne wydarzenia, m.in. charytatywna aukcja sztuki. O szczegółach będziemy informować na bieżąco.

Pomóc można również przelewając pieniądze na konto:
96 2130 0004 2001 0299 9993 0007
nr konta Fundacji Świętego Mikołaja
ul. Przesmyckiego 40, 05-500 Piaseczno
Należy dodać dopisek
"Na leczenie i rehabilitację Pauliny Pruskiej"

Poniżej kilka obrazków artystów, którzy zechcieli pomóc: Ania Dąbrowska, Czesław Mozil (Czesław Śpiewa), Jacek Lachowicz i Pono - innych jeszcze nie fotografowałem.












Do zobaczenia w Powiększeniu. Ja będę, choć spóźnię się.

Klub Powiększenie
9 czerwca, g. 20.00
Warszawa, ul. Nowy Świat 27

Podaj dalej...
piątek, 29 maja 2009
W poprzednim odcinku: O.S.T.R. oraz Fisz z Emade. A dziś dalszy ciąg relacji z Palladium - pozostałe dwa zespoły ze statusem "gwiazdy" (może nieco na wyrost) oraz krótki przegląd finalistów konkursu Coke Live. Nagroda dla zwycięzcy jest stosunkowo tłusta (bo poza występem na Coke Live Festival w Krakowie dorzucono to tego masę sprzętu i produkcję płyty).

Afromental. Nie moja bajka. Widziałem ich już kilka razy w akcji i jakoś nie specjalnie mnie to porywa, jednak coraz łaskawszym okiem patrzę na ich dokonania. Zwłaszcza sceniczne. Co jak co, ale na żywo potrafią występować a ich show jest na serio na europejskim poziomie. Tu dodatkowo ich sprzymierzeńcem była piętrowa scena. Z balkonu można było objąć cały skład unikając zasłaniania muzyków statywami i innymi pierdołami. W ogóle dwupoziomowa scena fajna jest.












Wszystkich zespołów "konkursowych" nie dane mi było zobaczyć, bom nieco zaspał. Poniżej znajdziecie obrazek z My Key. Taki hip-hopowy skład. Nie dla mnie. Później dwa obrazki ślicznej Mariji. Marija śpiewa tak ładnie jak wygląda. Ja bym sobie życzył w tej muzyce i wokalizie, którą proponuje to sympatyczne stworzenie mniej r'n'b na rzecz jazzu. Wtedy miałaby mój głos w konkursie. Miałaby, gdyby nie to, że odsłuchałem wszystkich półfinalistów na stronie konkursu i... zagłosowałem na tych, których nie widziałem, czyli na Twin Peaks. TP zaszufladkowano jako zespół rockowy. Mnie ich produkcje przypominają nieco Depeche Mode (to dobrze). A jeszcze jakby nieco chętniej i agresywniej przesterowywali gitary... to ooo!

Ostatnie dwa obrazki w części poniżej należą do największych pechowców wśród konkursowiczów. Chłopcy z formacji We Call It A Sound przebyli setki kilometrów, by na scenie zmierzyć się nie tylko z tremą ale i awarią instrumentu klawiszowego. Pech. Mimo to, pokazali ze dwa lub trzy numery, które na prawdę podobały mi się. Bardziej, niż ich wersje umieszczone na coke.pl. Zatem: My Key (coś tam, coś tam - bo nazwa chyba dłuższa jest), później Marija i na koniec pechowcy.












Line-up, w roli gwiazdy, zamykały Muchy. Hmmm... To chyba nie było zbyt szczęśliwe dla nich, bo lwia część publiczności ewakuowała się z Palladium po występach Ostrego i Fisza. Wyszli na scenę i zagrali dla pustawej sali. Mimo iż propozycje formacji Muchy nie specjalnie do mnie trafiają, to szkoda mi ich było. Jednak twardo nie dali nic po sobie poznać, że jest im przykro i nawet oświetleniowiec przestał się przykładać do ich występu.










Tyle z okazji Coke Live Fresh Fest. Będziemy w kontakcie, bo na dyskach leżą jeszcze zaległe materiały z koncertu, po którym obiecałem sobie że nie będę już nigdy fotografował hip-hopu (no, chyba że za naprawdę dużą kasę i odszkodowanie za straty moralne i estetyczne). Na swój czas czeka też materiał z koncertu Jimiego Tenora w Fabryce Trzciny (wraz ze słowem o tym, co mi najbardziej przeszkadzało podczas tego koncertu - czyli jestem chujową baletnicą i co jest rąbkiem mojej spódnicy).

Pozdrawiam czule.
poniedziałek, 25 maja 2009
Nadrabiamy zaległości. Za mną bardzo intensywny weekend koncertowy. Masa świetnej muzyki na żywo, jedno osobiste zaskoczenie i jedna estetyczno-sceniczna klęska dekady. Byłem na hip-hopowym "koncercie", wiele uwagi poświęciłem tekstom, warsztatowi i wszystkim innym aspektom tego zjawiska. Masakra. Tragedia. Zagłosowałbym nawet na PiS, gdybym miał milion procent pewności, że taka "twórczość" byłaby karalna. Ale o tym w innym wpisie.

Zaczniemy jednak od piątkowego Coke Live Fresh Noise w Palladium. Pierwszą cześć relacji oddaję jedynie dwóm wykonawcom, którzy zrobili na mnie największe wrażenie. O.S.T.R. oraz Fisz i Emade. Reszta musi poczekać na kolejny wpis. Sorry.

Ostry to właśnie to wielkie osobiste zaskoczenie. Do tej pory jego twórczość omijałem szerokim łukiem, wiedząc, że człek odnosił sukcesy na Hip-Hop Kemp czy pokonywał Eldo w jakiś dziwacznych pojedynkach. Podkreślany w oficjalnym bio fakt ukończenia Akademii Muzycznej w klasie skrzypiec brałem za marketingowy chwyt. No bo cóż może mi zaproponować gostek młodszy ode mnie o pół dekady, który posługuje się ksywką w sam raz dla wypudrowanego amfą od środka, osiedlowego złodzieja samochodów w ortalionowym dresie i adidasach z mrugającymi podeszwami. No co? A jednak. Szczęka mi opadła. Niniejszym odszczekuję wszystko, co myślałem i mówiłem o Adamie Ostrowskim. Krzywdziłem go, wrzucając do jednego wora z taki Sokołem i Pono.

Na żywo O.S.T.R. to mieszanka charyzmy, bardzo ciekawych i celnych tekstów, humoru i szczerości. Do tego, mimo że to nie moja bajka, muzycznie twórczo i oryginalnie (nawet, jeśli to zasługa ŁDZ Orkiestry, z którą w piątek występował). A było to tak:


















Drugim wykonawcą, który nie był już żadnym zaskoczeniem (bo niedaleko padają jabłka od mistrza) byli braciszkowie Fisz i Emade. Wielokrotnie nagradzani i głaskani przez branżę, media, Fryderyki i Paszporty Polityki. Skutecznie niszczący kariery wszystkim antropologom współczesnej kultury próbującym sklasyfikować ich muzykę. Świetny koncert. Widać było, że lwia część publiki przyszła właśnie na nich (i na Ostrego), co dotkliwie odczuli kolejni wykonawcy tego wieczora. Kiedy Rafał zobaczył ich, jak wychodzą z backstage w tych swoich cudnych uniformach rzucił tylko "będą zajebiste zdjęcia" (i nawet uwiecznił mnie na jednym, ja to ten najbliżej sceny, na stołku...).

Panie i Panowie - oto Fisz i Emade, potencjalni laureaci prestiżowych nagród FotoAmatorszczyzny (gdyby kiedyś takie były przyznawane za plastyczność występów).


























A ósme zdjęcie Fisza, w tym zestawieniu uznaję za najlepsze moje foto z minionego tygodnia. Tak mi się podoba, że chyba zafunduję sobie jakąś większą odbitkę.

Niebawem druga część relacji z Coke Live Fresh Noise a później pewnie rozprawimy się juwenaliowym hip-hopem. Chyba że w międzyczasie wydarzy się coś ciekawszego i opuści mnie sadomasochistyczny nastrój.

Have fun!
 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl