dodatek ilustrowany do niczego
niedziela, 29 marca 2009
Król popu rusza zaraz w trasę koncertową, ale nie sądzę, by udało mi się go sfotografować na scenie. Dało za to radę udokumentować broadwayowski musical Thriller Live. Fani Jacko dziś i jutro mają zbiórki w Kongresowej, później poza stolicą. Cały musical to podróż przez (muzyczne) życie Michaela Jacksona. No, może z pominięciem kilku szczegółów.

Historii tej jednak opowiadać nie będę. Pokażę to, co złapałem przez obiektywy...































Have fun!
sobota, 28 marca 2009
Objazdowy cyrk Punky Reggae Live 2009 w zeszłym tygodniu zawitał do Stolicy. Proxima wypełniła się protestującą, kolorową młodzieżą, która często rodziła się w czasach, kiedy nad Wisłą rodził się punk. Lub później. Jednak sposób odbierania tej uroczej, prostej muzyki nie zmienił się przez te wszystkie lata. Przed koncertem wino ze sklepu, bo taniej, później trzeba wyskubać parę monet na browara, wysępić szluga i można ruszyć w taniec z gwiazdami pod sceną.

Pierwszą w załóg na scenie był zaprzyjaźniony Bimber Poland (mało jeszcze znana grupa złożona z weteranów). Taka kolejność miała oczywisty wpływ na dalsze fotografowanie... z każdą wizytą w barze coraz większy uśmiech i coraz większe trudności z ostrością. Praca w trudnych warunkach.






Dalej Leniwiec z dość dużą bandą groupies. I fajnymi aranżami.




Karuzela kręci się dalej. Po regałowym, pracowitym Leniwcu na scenie zasłużony, nieco odmłodzony The Bill. I trochę nowego materiału. I nowe i stare zabrzmiało bez zarzutu. Aż dziw bierze, że dziś powstaje jeszcze taka tradycyjnie punkowa muzyka. Podobało się.






Jeszcze później świetnie poukładane Tabu. Dużo dobrego reggae, świetna sekcja, bogate dęciaki. Mnóstwo pozytywnej energii. Też się podobało. Bardzo.




I na koniec gwiazda. Niezniszczalne Farben Lehre z gościnnym udziałem Muńka Staszczyka (który tym występem powrócił do punkrockowych korzeni). Bardzo ładnie było. Bardzo. Młodzież zachwycona. Zgredy też.










Mamy kolejny weekend - sprawdź, czy w Twoim mieście nie ma dziś święta Punky Reggae Live. Warto przenieść się w czasie.

Bless!
wtorek, 24 marca 2009
Tych, którzy nie kojarzą nazwy Opeth niech nie zwiedzie jej romantyczna etymologia. Opet (ale bez 'h') to w książce Wilbura Smitha Ptak Słońca zaginione miasto starożytnych Fenicjan. A Opeth (z 'h') to przedstawiciele progresywnego Death Metalu zza Bałtyku (oczywiście). Może nie są aż tak brutalni, jak inni muzycy posługujący się etykietą Death Metal, to jednak potrafią ostro zaatakować. Przyjemnym dodatkiem jest przymiotnik "progresywny". Dzięki niemu kompozycje serwowane przez Szwedów zyskują nową, wyższą jakość i dzięki temu mogą czasem podobać się i mnie.

Gdyby prowadził dzienniczek fotografa, to pod datą 21 marca zapisałbym: Opeth na scenie statyczni, bez fikołków i podskoków. Miny neutralne, czasem groźne. Dużo dymu. Za dużo. Światło w pierwszej cześć koncertu (podczas fotografowania) raczej średnie. Później okresami lepsze. Publiczność mega żywiołowa.












Czytałem w jakimś co jest grane?, że ponoć Opeth łączą w swojej progresywnej twórczości nawet elementy jazzu i etno. Ja nic takiego nie słyszałem. Może w barze wtedy byłem.

Have fun!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl