dodatek ilustrowany do niczego
środa, 31 grudnia 2008
Uwaga, tytuł wcale nie jest przypadkowy. Byłem na ostatnim koncercie w tym roku: ostatnim dla mnie, ostatnim w TR Warszawa, ostatnim na FotoAmato. Jeśli to mało, by uzasadnić tak straszny tytuł, to dodam, że Sorbi konferansjerując do pustawej sali przed wejściem muzyków na scenę, powiedział, że "być może ostatni to koncert w TR w ogóle". Bo ludzie są brzydcy i źli nie chcą chodzić na dobre koncerty do TR. Z dobrze poinformowanych źródeł - oczywiście zbliżonych - wiem, że to tylko pogróżka, ale uważajcie... Poza tym, szkoda przepuszczać te nietypowe wydarzenia muzyczne mimo uszu. Nawet jeśli ucho lewe czy prawe mniej wyrobionym uchem jest. I basta.

Miejsce koncertu determinuje, zobowiązuje i wpływa. Banalnie być nie mogło. Do końca zrozumiale też nie. Bo niby dlaczego? Zatem w ostatni poniedziałek 2008 widziałem i słyszałem projekt Grzybobranie. Ki diabeł? Pink Freud znacie? Jak znacie, to znacie i Wojtka Mazolewskiego, bo on tam szefuje i basuje. A jak znacie Mazolewskiego, to w sumie jest duża szansa, żeście wspólnie grzybki jedli. Albo jeść będziecie.

A konkretniej? A proszę: Asia Duda (za fortepianem), Kuba Staruszkiewicz (w pobliżu perkusji), Irek Wojtczak (z saksofonami), Kamil Szuszkiewicz (w trąbce). No i Mazolewski z grubszymi strunami. Wspólnymi siłami odtwarzali to, co mniej więcej rok temu zrodziło się w głowach uczestników towarzysko muzycznego, niezobowiązującego spotkania zwanego "kilkudniówką". Może młodzież aktualnie inaczej nazywa takie spotkania, zmieniające nieco perspektywę i percepcję, ale na potrzeby niniejszej wiadomości pozostańmy przy tym archaizmie.

Zapisem tej kilkudniówki jest 10 utworów. Momentami freakowato improwizowanych, momentami spiętych klamrami pulsującego basu, reżimem stylu Komedy z przewidywalną trąbką, radosnym, czasem schowanym w tle klawiszem i perkusją o wyjętym na wierzch układzie nerwowym. To jest Grzybobranie.

Wiem, że nawet jeśli ktoś doczyta do tego miejsca, to i tak nie doceni, jaki trud włożyłem w opisanie tej muzyki, dlatego przejdźmy natychmiast do oglądania fotek, wszak żyjemy w erze kultury obrazkowej. Nawet jeśli bardzo chcemy, by była ona odrobinę wyższa, to i tak pozostanie obrazkową. Socjologowie i antropolodzy kultury już zdecydowali.







































Doskonałego Nowego Rocku, świetnego światła, cudnych koncertów i płyt wszechczasów. Bless!
wtorek, 30 grudnia 2008
Zdjęć roku na FotoAmato część druga i zarazem ostatnia. Następne jak Bozia da - za rok. A jak już da, to niech będą lepsze ;)


Ewa na zdjęciu z jedną z moich zabawek. Nie udało mi się ustalić, kto starszy, ja czy zabawka. Zdjęcie powstało podczas konsumowania nagrody głównej w pewnym konkursie fotograficznym.




Apteka w Hard Rock'u. Od Kodyma lepszych może być tylko Kodymów dwóch.




64. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W Parku Pamięci odważnym koncert Armii i Apocalypticy. Sądząc po fryzurze akurat ta fotografia nie przedstawia Budzego. Myślę, że w tym roku będzie jeszcze bardziej kontrowersyjnie. Tylko mnie to może cieszyć.




Członkowie zespołów muzycznych grających w niezmienionych składach powinni dostawać ordery od prezydenta za długie "pożycie". Srebrne gody, złote gody byłyby fantastycznym uzupełnieniem kolekcji złotych i platynowych płyt. Na zdjęciu członkowie Happy Mondays wciąż inspirują się wzajemnie mimo upływu tylu lat...




Jedno z wydarzeń minionej jesieni. Koncert Dick4Dick podobno bardzo przypadł do gustu zagraniczniakom zaproszonym na Music Xport.




Fotografia kłamie. Kółka i kółeczka specjalnie dla Grupy Trzymającej Warszawskie blogi. Prawdopodobnie jedno z moich najlepszych zdjęć. O mały włos nie pojawiło się w ogólnopolskim dzienniku. Pech chciał, że na sąsiedniej stronie był już materiał o skandalicznie kiepskich ścieżkach rowerowych, soł... Ogólnopolska sława przeszła koło nosa. Szlag by to.




Jak nie lubię Afromentala (Afromentalu?) tak podoba mi się poniższe zdjęcie. Afromental grał jak zawsze jako rozgrzewacz. W tym przypadku przed Jill Scott.




Interpol zaraz wejdzie na scenę. Poniższa fotografia ma różne walory.




Nie przypuszczałem, że jedno z ulubionych, tegorocznych zdjęć zrobię na festiwalu na który jechałem bez przekonania. A Mountain of One na Audioriver.




Poszukuję wydawcy przewodnika o Bornholmie lub książki o fotografii otworkowej. Mam pomysł na okładkę. Egzemplarze autorskie obowiązkowe. Te z Irkiem Dudkiem jakoś nie dotarły.




Zasady i warunki fotografowania tej pani przejdą do historii fotografii koncertowej początku XXI wieku w tej części świata... Erykah Badu na Open'erze.




Dziewczęta i chłopcy zgromadzeni w Stodole na 25. urodzinach Vadera. Zdaje się, że to było ze 12 godzin koncertu. Lub coś koło tego. Tortu nie było :(




Wydarzenie wymieniane często wśród koncertów roku 2008 w Polsce. The Roots w Arenie Ursynów. O mało co nie skasowałem tego zdjęcia. Dziś je bardzo lubię, dlatego pojawia się w tym zestawieniu.




Poznański KOT w na The Song is You. Poeta przy akompaniamencie dwóch magnetofonów kasetowych. Wizualnie krzyżówka faszyzmu z Kraftwerkiem.




Mężczyzna z Devotschki. Ech.




Jeszcze ciepłe zdjęcie o fotografii i grawitacji i czasie na decyzję przed naciśnięciem migawki.




Koniec zdjęć roku 2008. Przypominam, że jedynym kryterium doboru obrazków była ilość punktów zdobyta przez obrazek w konkurencji "polub mnie, pokochaj za nic". Autorom wszystkich zdjęć gratulujemy, nagrody prześlemy pocztą ;)

Prawdopodobnie jutro zmieści się jeszcze ostatnia relacja z ostatniego koncertu w tym roku.

Bless.
niedziela, 28 grudnia 2008
Wszystkie poważne agencje fotograficzne, wszystkie poważne wydawnictwa, wszystkie poważne tytuły publikują w tych dniach zdjęcia roku. Czas, by zrobiła to niepoważna FotoAmatorszczyzna. Poniżej pierwsza część zdjęć roku 2008. Obrazki te załapały się na próżniackie wyróżnienie tylko dlatego, że powstały we właściwym roku i że ich autor bardzo je polubił. A kolejność jest zupełnie przypadkowa.

Finał WOŚP - konferencja prasowa przy Woronicza. Owsiak zasłania się przed fleszami. Postaram się akredytować i w tym roku.




Podczas próby Trifonidis Orchestra.




Występ The (International) Noise Conspiracy na łódzkim Pepsi Vena Fest. Prawdziwy Rock.




Pewien oldsmobil pewnej marki z tradycjami. 2/3 obrazu zajmuje czerń, tu raczej słabo widoczna ze względu na "skórkę" bloga.




Bijatyka w TR Warszawa, czyli 3 Boys Movie.




Ladytron na Free Form Fest w Fabryce Trzciny. To nie PJ Harvey. Podobieństwo przypadkowe. Kaliber zbliżony.




Roisin Murphy po raz trzeci w tym roku w kraju nad Wisłą. Tym razem w Hali Ursynów, trzy przystanki od bazy. Mówi się, że jak mikrofon zasłania pół twarzy lub całe usta, to zdjęcie jest do dupy. Serio?




Max, basista zespołu Venflon. Finał konkursu Maximum Rock'n'Rolla 2008 w klubie Punkt. Nie wygrali.





Tryptyk "513 kilometr". Wszystkie trzy obrazki wykonane Holgą 120 z plastikowym obiektywem. Średni format - wielkie możliwości ;)




Żabojady z kultowego Air. Koncert w Palladium. Płyta Moon Sahara ciągle na liście zakupów.




W zoo powstają najbardziej przewidywalne zdjęcia. Poniżej - jak widać - nosorożec.




Jeden z dwóch lub trzech koncertów roku wg. Artura. Living Colour w Proximie.




Zespół młodzieżowy Los Pierdols gra i śpiewa na Music Xport. Tym zdjęciem bardzo chciałem zilustrować ich występ. Ciągle się zastanawiam, czy mi się udało.




Pani Jurksztowicz zerka podczas Koncertu Muzyki Filmowej zorganizowanego przez stołeczną Estradę w ramach Strefy Kultury (oczywiście pod Pałacem Kultury).




H-Blockx na Ursynowie. Po sąsiedzku były Ursynalia. Ślicznie grali.




Przeźroczysty motyl w parku motyli w Nexo, na bajkowej wyspie Bornholm. Jeszcze będą obrazki z Bornholmu w drugiej porcji fotek roku. Spokojnie.




Gardło warte miliony dolców. Alicia Keys na warszawskim Torwarze.




Niebawem część druga - ostatnia. Tymczasem.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl