dodatek ilustrowany do niczego
wtorek, 20 listopada 2007
Sztuka w reklamie czy reklama na sztuki?



Raczej jednak reklama na sztuki. Miejskie przestrzenie pokrywane są coraz większymi powierzchniami nachalnych komunikatów nawołujących do kupienia różnych zbytecznych badziewi. Giną piękne widoki, ginie unikatowa architektura, tracimy widoki z okien. Tak zwani odbiorcy równolegle coraz słabiej odbierają. Coraz większe billboardy stają się coraz mniej zauważanen. Czy zanikną od tego? Najpierw staną się jeszcze większe, może potem zanikną.







Billboard kochają wszyscy, producenci unikatowych płynów do mycia kibli i orędownicy najbardziej nawet pokrętnych ideologii. Prawi, sprawiedliwi, zaradni i pazerni. Co dalej będzie? Czas, przepraszam - billboard pokaże.



Czasem jednak billboard to sztuka. Wtedy się uśmiechamy i idziemy na zakupy.



The First Billboard, Janet Culbertson, 1987r.


Notka nieco inna od tych, do których przywykliście. Bo ta notka to część Pierwszej Akcji GTWb. Kilku blogerów publikuje mniej więcej w tym samym czasie notki na ten sam temat...

Inna również dlatego, że nadszedł czas pokazać Wam moje zabawy z wektorami (można je zobaczyć tu).
08:37, arawicz , inne
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Część pierwszą relacji z wczorajszego Brylfestu znajdziesz tutaj.

Po rewelacyjnych Power of Trinity i Alians przyszedł czas na zagraniczniaków: Under the Gun. Zapowiadana jako niespodzianka, londyńska formacja opisywana jako punk-folk-reggae wypadła tak sobie (moim zdaniem). Tak sobie, czyli źle nie było. Przypominała mi chwilami New Model Army (to chyba przez te skrzypce; który to już raz odwołuję się do NMA?). Inną sprawą jest to, że dość ciężko wypaść dobrze grając między Alians a Izraelem ;) Tak czy siak - Brytyjczycy porwali do rytualnego pogo pewną część młodzieńców i młódek... I bym już bał się o swoje kości.

4 utg 01

4 utg 02

4 utg 03

4 utg 04

4 utg 05

4 utg 06

Miło było posłuchać. Miło było pokicać. Po przydługawej przerwie czas na Izrael i samego Roberta Brylewskiego. Wszak to Brylfest był. Brylewski - jak poplotkowałem sobie z Mareckim po koncercie - w mojej opinii posunął się on w latach wyraźnie. Tzn. nie przez ostatnie trzy lata, kiedy to po raz pierwszy po przerwie widziałem go w CDQ na Kabarecie Strasznych Punków, ale przez ostatnie - powiedzmy 15 lat. Nie będę się pastwił, bo patrząc w lustro również nie odnajduję w sobie licealisty :).

Po 11 latach przerwy Izrael powrócił w składzie (poza Glodrockerem Maxem Brylem) z Maleo (którego jakoś sporo ostatnio na tym blogu) oraz Kiniorskim, Stopą, Dżu-Dżu i Samikiem. Na scenie również pojawiał się często sam Kelner! Numery, nawet te z pierwszej płyty, zabrzmiały niesamowicie świeżo, lekko i aktualnie. Pojawił się też jeden nowy kawałek (sic!). Izrael w doskonałej formie. Czapki z głów.

5 izrael 01

5 izrael 02

5 izrael 03

5 izrael 04

5 izrael 05

5 izrael 06

5 izrael 07

5 izrael 08

5 izrael 09

5 izrael 10

5 izrael 12

5 izrael 13

5 izrael 14

5 izrael 15

5 izrael 16

5 izrael 17

5 izrael 18

5 izrael 19

5 izrael 20

Na zakończenie była jeszcze jedna niespodzianka... Maleo wylądował za perkusją, przy mikrofonie szlagier Boba Marley'a odśpiewała córka... no właśnie, kto był, ten wie:)

Fotki są nieco mniejsze niż poprzednie - kończy mi się powierzchnia na bloxie. Zaczyna mnie to irytyować.

Wczoraj odbył się trzeci już Brylfest - tj. Festiwal Twórczości Roberta Brylewskiego i Przyjaciół (oficjalną nazwę przytaczam z pamięci:) ). Co się wczoraj stało? Dość sporo: na scenie powiawiła się trójmiejska formacja Majestic, później - w zdecydowanie za krótkim secie - Power Of Trinity, za nimi rewelacyjni na koncertach Alians. Gościem z JuKej była folkowo-punkowa załoga Under The Gun. Wieczór należał jednak do powracającego po 11 latach Izraela, i to powracającego w najsilniejszym chyba składzie... o tym w następnym odcinku...

Najpierw słowo o Majestic. Młode, niepozorne chłopaki z Trójmiasta. Przywieźli ze sobą masę przyjemnych dźwięków, przyjemnie pracującą sekcję dęciaków i bardzo sympatyczne teksty (+ cover Izraela). Całość podana w niesamowicie radosny i szczery sposób. Występowali na samym początku i tak krótko, że nie udało mi się wyłowić żadnego ciekawego kadru:



Zaraz po nich scenę (i wreszcie zapełniającą się salę) we władnie wzięli Power Of Trinity. Niesie ich ta pierwsza płyta (na mojej osobistej liście tegorocznych debiutów pewnie w pierwszej trójce!), a już słychać nowe numery. Doskonale zgrane, świetne rocko-reggae'owe szoł. Bardzo dobry i cholernie za krótki koncert. Świetnie, że byli. Szkoda, że tak krótko i tak wcześnie...





















Sala powili zapełniała się (powyżej), a kiedy zgęstniało... na scenie zostały już tylko setlisty (poniżej). Trzeba było szykować scenę dla Aliansów.



Kto słyszał płytę Alians - koniecznie powinien pójść na ich koncert. Kto był na koncercie, nie musi kupować płyty. Koncertowo lepsi są o trzy hektokilogramy międzyglalaktyczne :)
Takie terminy jak "radosny/szalony akordeonista" nabierają innego znaczenia po zaliczonym uczestnictwie w koncercie Alians. Polecam jeszcze raz - wczoraj wyglądało to tak:

















Występ Alians potrwał już znacznie dłużej. I dobrze. Tłum zgęstniał nieco.
W następnym odcinku (o tutaj) Under The Gun (UK) oraz gwiazda wieczoru: IZRAEL! :)


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
000: skrót
001: mój top
002: linki i sznurki
003: lepsze strony foto
004: najwyższe progi
005: e-prasa foto
006: nie foto
007: dobre słowa

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl