dodatek ilustrowany do niczego
Blog > Komentarze do wpisu

456: U.D.O. vs Sabaton - 40:1

Military Camp odbył się w Warszawie w ostatni dzień długiego, czerwcowego weekendu. Wśród gwiazd Sabaton i U.D.O. - dla mnie w absolutnie odwrotnej kolejności. Z wielkim zainteresowaniem i łezką w oku obserwowałem Herr Udo Dirkschneidera w jego aktualnym wcieleniu, tym bardziej, że numerów Acceptu były tyleż samo, co U.D.O. a i te drugie mogą myć materiałem szkoleniowym dla wielu młodocianych adeptów metalu. Przy intro do "Metal Heart" przypomniałem sobie, jak z chłopakami na podwórku zakładaliśmy kapelę (grałem na rakietce do badmintona), a później jak w pocie czoła szlifowałem "Dla Elizy" (już na elektrycznej Aster Rock koloru ciemna wiśnia). A Herr Udo? Herr Udo w wyśmienitej formie. Życzę sobie takie, jeśli w ogóle przeżyję zawał...
















Gwiazdą wieczoru był Sabaton. A że mamy na scenie szybkostrunowej jakąś sabatonomanie, to pod sceną kipieli nastolatkowie. Muzycznie formacja raczej druga liga, i to w okolicach miejsc zagrożonych walką w barażach o utrzymanie. Ale że popełnili "40:1" (o bohaterstwie Polaków nad Wizną) a teraz całą płytę poświęcili Powstaniu Warszawskiemu, to jeżdżą po kraju w roli gwiazdy... to już inna historia. Występy ich są okraszone sporą ilością światła, iluminacji i pirotechniki. Taki festynik. Mają swój podest do biegania po nim, a wokalista (z oryginalnym irokezem) przyodziewa kamizelkę z elementami blachy ;) Jak to powiedział kiedyś Titus z Acid Drinkers - metal musi być lekko wieśniacki...

Wszystko byłoby do przyjęcia (z przymrużeniem oka, oczywiście), gdyby nie skrajna głupota Joakima Brodena, wokalisty Sabatonu. Jeśli człowiek, który zarabia w tym kraju na sprzedaży płyt i koncertów "tematycznie związanych z..."; jeśli człowiek rzuca ze sceny do publiki głodne kawałki o tym, jaki to zaszczyt i honor zagrać w Warszawie, mieście umęczonym; w kraju armii bohaterskiej i takie tam... I jeśli taki gość dostaje od publiczności wojskowy beret z orzełkiem i stwierdza, że jest na niego za mały i i że mógłby go sobie na fiuta założyć, no to sorry... Jednym słowem głupek. W takim przypadku proponuję kolejny nośny temat na płytę o powodzi. Będzie można polewać wodą dzieciaki pod sceną.




















A sam Militaty Camp? Super. Okolice Progresji świetnie się nadają na kameralny, jednodniowy fest.
piątek, 11 czerwca 2010, arawicz

Udostępnij

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Pan Upierdliwy, *.xdsl.centertel.pl
2010/09/15 17:53:19
Panie, ale to był kawałek o PW, nie płyta. Rozumiem że można nie lubić pewnych kapel, ale nieco obiektywizmu.
Z pozdrowieniami, J.

FotoAmatorszczyzna on Facebook

Goście:

Autor: artur.rawicz[at]aster.pl